niedziela, 8 stycznia 2012

8.1: Oracja I Niedzieli po Objawieniu



Prosimy, Panie, towarzysz niebieską łaskawością pragnieniom błagającego ludu - aby widzieli, co należy czynić, i wzmacniali się do wypełniania tego, co zobaczyli. Przez Pana.


Vota, quaesumus, Domine, supplicantis populi caelesti pietate prosequere : ut et, quae agenda sunt, videant, et ad implenda, quae viderint, convalescant. Per Dominum.


Komentarz:

Oracja ta nie pojawia się co prawda w źródłach najstarszych - jednak jest bardzo dawna, jej istnienie jest poświadczone od VIII w. (tzw. Sakramentarz Praski), i od tego czasu spotykamy ją w szeregu sakramentarzy średniowiecznych, z których przeszła do Mszału Kurii, następnie do Mszału Rzymskiego. W XX wieku kolekta ta została w pewnym sensie zdegradowana: najpierw w 1921 Benedykt XV przypisał do Niedzieli po Objawieniu święto Świętej Rodziny z jego własnymi modlitwami; natomiast w Mszale Pawła VI oracja ta została co prawda zachowana na pierwszy tydzień Okresu Zwykłego - ale także nie odmawia się jej w niedzielę, która stała się Niedzielą Chrztu Pańskiego, posiadającą własne teksty. Obecnie zatem ta "niedzielna" oracja odmawiana jest, w obu formach rytu rzymskiego, jedynie w dni powszednie (wyjąwszy kalendarze partykularne np. niektórych opactw benedyktyńskich).

W pierwszej części oracji pada mocny akcent na potrzebę "towarzyszenia" Bożej opieki względem pragnień ludzkich. Dokładnie mówiąc - trzeba powiedzieć, że chodzi o "pragnienia błagającego ludu". Jeśli czytać to ściśle, otrzymujemy podpowiedź, że modlitwa Kościoła prosi o opiekę nad pragnieniami już podwójnie uformowanymi: są one jakoś wspólne (gdyż chodzi o lud, a nie pojedyncze życzenia), a ponadto wyrażane z pozycji uniżenia względem Pana (są błaganiami). Możemy się domyślać, że zatem samo istnienie tych pragnień jest już skutkiem Łaski, bezpośrednim lub pośrednim. Łączy się to harmonijnie z katolickim przeświadczeniem, że Łaska nie tylko wspiera - lub: towarzyszy - lecz i uprzedza to, cokolwiek dobrego pomyślimy lub uczynimy.

Pozostaje jednak kwestia pewnych skutków - których w oracji oczekuje się po towarzyszącym wpływie ojcowskiej dobroci Boga. Mówi o nich część druga naszej modlitwy, układając je w swoistą zależność. 

Chodzi więc najpierw o to, aby ci, którzy należą do błagającego ludu, "zobaczyli, co należy czynić". Możemy zapytać: czyżby dotąd nie ujrzeli? A jeśli nie ujrzeli, to skąd wzięły się ich, już istniejące, zbożne pragnienia? Wytłumaczmy to tak, że o ile w pierwszej części chodzi o pewną ogólną dyspozycję - synowską - do "chcenia dobrze", o tyle w części drugiej przechodzimy do ich konkretyzacji. Zresztą o ile na początku mowa jest o "błagającym ludzie", o tyle w części drugiej modlitwa zaczyna używać liczby mnogiej, jakby podpowiadając, że ma już na uwadze poszczególnych członków tego ludu. Wchodzimy i w konkret, i w sytuacje szczegółowe życia każdego z nas - a więc i w przejście od dobrych pragnień do widzenia tego, "co należy uczynić", tu i teraz, w moich uwarunkowaniach. Do tego niezbędne jest funkcjonowanie cnoty roztropności ("woźnicy cnót), w tym wypadku także tej nadprzyrodzonej oraz daru rady.

Nie dość jednak zobaczyć. Już to jest łaską - ale potrzeba jeszcze sprawności, aby to, co jako nasze zadanie ujrzeliśmy, było w zasięgu realizacji. Od naszej strony jest to zależne od praktycznej mocy wewnętrznej. Używając słowa convalescant, modlitwa zdaje się sugerować, że do wypełnienia tego, co - dzięki Łasce - zobaczyliśmy, potrzeba nie tyle może nawet tężyzny atletów, lecz zdrowia ludzi normalnych, "dobrze się mających". Istotnie, chodzi przecież o modlitwę całego ludu, z małymi i wielkimi - każdy ma coś do zrobienia i nawet do rzeczy małych potrzebuje zdrowia duszy.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza